piątek, 7 sierpnia 2015

Tarta z gruszkami i białą czekoladą

Od dawna świruję na dźwięk związku słów "gruszki i biała czekolada". I w końcu zdecydowałam się na wykonanie tego, co kusiło mnie najbardziej - tarty łączącej właśnie te dwa smaki. 
Nie chciałam jednak, by biała czekolada dominowała. Chodziło mi o uzyskanie delikatnie słodkiej, lecz przede wszystkim mocno gruszkowej, mocno wilgotnej i mocno aromatycznej tarty. I dokładnie taka wyszła. Do tego opcjonalny (ale jednocześnie uwielbiany przeze mnie) dodatek lukru kremowego - niebo!


Składniki na kruchy spód:
230 g mąki
150 g masła, schłodzonego i pokrojonego w kostki
1 żółtko
2 łyżki cukru pudru
1 szczypta soli

Składniki na nadzienie:
2 duże gruszki lub 3 mniejsze
70 g miękkiego masła
150 g białej czekolady
1/2 łyżeczki olejku waniliowego
2 jajka
2 łyżki mąki kukurydzianej (ew. pszennej)
100 g mielonych migdałów (można pominąć)

Składniki na lukier (opcjonalny, lecz polecany):
1 i 1/2 łyżki masła, miękkiego
60 g serka kremowego
5 łyżek cukru pudru (lub do smaku)
1/3 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Wykonanie spodu: 
1. Wszystkie składniki zagnieć rękoma lub w malakserze.
2. Jednolite ciasto owiń folią spożywczą i wstaw do lodówki na 1 godzinę.
3. Schłodzone ciasto rozwałkuj, a następnie przenieś do foremki na tartę, wysmarowanej dokładnie masłem i obsypanej mąką krupczatką lub bułką tartą.
4. Ciasto wyrównaj, nakłuj widelcem w kilku miejscach i wstaw do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni na ok. 10-15 minut, aż stanie się delikatnie złota.

Wykonanie nadzienia:
1. W kąpieli wodnej rozpuść białą czekoladę na gładką masę i odstaw do całkowitego ostudzenia.
2. Gruszki obierz, przetnij na ćwiartki lub ósemki, pozbawiając je ogonków i gniazd nasiennych.
3. Masło i ekstrakt utrzyj mikserem ustawionym na najwyższe obroty.
4. Do masy maślanej dodawaj roztopioną i przestudzoną białą czekoladę, a następnie wbijaj po jednym jajku.
5. Do masy dodaj mąkę i ewentualne migały, wymieszaj do połączenia.
6. Gotową masę wyłóż na podpieczony spód tarty. Na niej ułóż gruszki.
7. Tak przygotowaną tartę umieść w piekarniku nagrzanym do 175 stopni i piecz około 30 minut.

Wykonanie lukru:
1. Wszystkie składniki umieść w misie miksera i ucieraj aż do powstania jednolitej masy.
2. Masę przełóż do rękawa cukierniczego lub szprycy i udekoruj wierzch lekko wystudzonej tarty.


Smacznego!

sobota, 1 sierpnia 2015

Kulinarne podróże - Portugalia

Kolejny rok, kolejne wakacje, kolejne podróże. A dla mnie, jak wiadomo, podróże wiążą się przede wszystkim z pełnymi niespodzianek doznaniami kulinarnymi, które każdego dnia intrygują czymś zupełnie innym i nie pozwalają przejść obok obojętnie.
Tym razem los rzucił mnie na dziki zachód naszego kontynentu, do pioniera geograficznych podbojów - żyjącej własnym życiem Portugalii. Kraj niezmiernie ciekawy w swojej odrębności i specyficznej dzikości, którą odnajdujemy, porównując ją z innymi krajami południa - temperamentną Hiszpanią czy głośną, pełną wrzawy Italią. Tutaj czas zwolnił, życie jest powolne, spokojne i proste. Proste tak jak i ich kuchnia.
Zazwyczaj poznawaniu obcej kuchni towarzyszy mi przynajmniej chwilowa fascynacja i chęć smakowania jej jak najdłużej. Czasem powodem są smaki tak pyszne, czasem tak egzotyczne, a czasem tak zaskakujące i niespotykane. W tym wypadku, ku mojemu zaskoczeniu, było inaczej. Portugalczycy lubią kuchnię sycącą, lecz prostą i niezbyt wymagającą. Siadając do stołu, chcą najeść się i nasycić. Nie zauważyłam u nich kultu jedzenia, tak charakterystycznego dla nacji takich jak chociażby Włosi, Francuzi czy Meksykańczycy. Mają kilka swoich ulubionych smaków, które stale się przewijają i taka kuchnia wydaje się im w pełni odpowiadać.
Nie znaczy to jednak, że w Portugalii nic nie zachwyciło moich kubków smakowych. Przeciwnie - urzekły mnie ichniejsze napoje - przede wszystkim kawa, a oprócz tego wina i popularna wiśnióweczka.
Zapraszam niniejszym na podróż pełną wzlotów i upadków.


Zaczynam konkretnie. Jedno z popularniejszych i najbardziej ulubionych dań w całym kraju - dorsz zwany po portugalsku bacalhau. Podobno przyrządzany tam na 365 różnych sposobów. Bywają zapiekane w śmietanie, otoczone cebulką, a nawet - w formie orientalnego curry. Tę ostatnią propozycję mogę polecić, choć nie jest ona specjalnie tradycyjna czy kultowa. Najbardziej chyba popularna wersja, widoczna u góry, to spory kawałek dorsza na gigantycznej plamie oliwy, obsypany czosnkiem i ziołami, podany z ich uroczymi młodymi ziemniaczkami w mundurkach. Dorsz jako ryba jest pyszny, jednak przytłaczająca ilość oliwy może przyprawić o mdłości. Co natomiast zaskakujące - mimo iż od wielu lat nie cierpię wręcz ziemniaków, te wyjątkowo mi smakowały. W Portugalii w ogóle uwielbia się ziemniaki, więc ten fakt może nie powinien dziwić mnie aż tak bardzo.

Kolejne ryby uwielbiane przez Portugalczyków to sardynki. I to w przeróżnych wersjach - grillowane, w puszkach czy przyrządzone jako pasty pod nazwą sardine pate. Tutaj widzimy tę pierwszą, obiadową propozycję. Sardynki same w sobie są pyszne i OGROMNE, jednak zjedzenie ich to sztuka - obieranie i pozbawianie ich ości przysparza wiele pracy i mnóstwa odpadków na talerzu. Jeśli zaś chodzi o sardynki w puszce, to możemy znaleźć sklepy, w których sterty takowych puszek wznoszą się pod sam sufit - w oliwie, w oleju, pikantne, z papryką, w sosie pomidorowym… miliony opcji, które z pewnością zadowolą smakoszy rybek w konserwach.

I dalej jesteśmy w świecie morskim. Bo ryby i owoce morza to zdecydowanie to, co Portugalczycy najchętniej goszczą na swoich talerzach. Czasem wrzucają je wszystkie do jednego gara, smakowicie przyprawiają (kolendra! uwielbiają kolendrę - za to mają ode mnie wielki plus) i podają ze smakowitymi sosami, duszonymi warzywami, a czasem również ryżem. Powyżej widzicie cataplanę, która w tym wydaniu składała się głównie z ryb w sosie przypominającym salsę oraz warzyw, wśród których górowały, oczywiście, ziemniaki. Propozycja całkiem przyjemna, dostępna również pod nazwami caldeirada czy cozido.
W tym momencie powinnam wspomnieć również o zupie rybnej, której nie udało mi się spróbować, ale która uchodzi tu za dość kultową.

Lokalny fastfood - bardzo popularne zwłaszcza w Porto danie pod kokieteryjną nazwą Francuzeczka. Wielki tost wypełniony różnymi dziwnymi (naprawdę dziwnymi, wręcz podejrzanymi) rodzajami mięsa i kiełbasy, wzbogacony o nieprzyzwoite ilości sera i oblany sosem pomidorowym na bazie wina (a jak). Przyczyna nadwagi, problemów żołądkowych i mieszanych wrażeń smakowych.

Przysmak kojarzący się głównie z Hiszpanią, ale popularny również i tutaj - tapas. I akurat ta forma lunchu jest dla mnie absolutnie wyborna. Tapas może być tak naprawdę wszystko, co da się wrzucić na talerz, nabrać palcami czy wykałaczką i przegryźć ze smakiem. Tutaj jedna z popularniejszych wersji - ser przypominający parmezan i szynka, która na pierwszy rzut oka kojarzy się z parmeńską. Jest to jednak coś innego, dużo bardziej wyrazistego w smaku, znacznie grubiej krojonego i mięsistego w konsystencji. I mimo, że zjedzenie tłuszczyku okazało się niewykonalne, mnie to tapas urzekło. Takie smaki lubię.

Przystaweczki. Czyli coś, co najlepiej na świecie umila czas oczekiwania na właściwie zamówienie. W większości miejsc bezkarnie je chrupiemy, traktując je jako gest hojności od restauratora. W Portugalii jest jednak trochę inaczej i przed tym przestrzegam. Podawane przystawki, często bardzo urodzajne, wyglądają niewinnie, a potrafią kosztować fortunę. A kelner nie ma zwyczaju o tym uprzedzać ;) Jednak czasem warto wydać te parę euro więcej - zwłaszcza, by skosztować ich pysznego pieczywa.

Po obiedzie przychodzi czas na deser. I tutaj należy uważać. W temacie słodkości Portugalczycy uwielbiają dwie rzeczy - cukier oraz żółtka. I to w ilościach przyprawiających o zawrót głowy. Te żółtka być może Was zdziwiły, mnie przynajmniej dziwią do dziś. W Portugalii kochają nadziewać dosłownie wszystkie rodzaje ciast (od kruchego, przez francuskie, filo, a na opłatkowym kończąc) masą przypominającą gęsty, zbity kogel mogel. Spróbowałam wszystkich wymienionych wariantów i już przy drugiej degustacji miałam dość. Często można też natknąć się na żółtkowy budyń czy pudding - w pierwszej chwili może przypominać creme brulee, jednak nadzieja umiera szybko.

Po wykorzystaniu tak nieprzyzwoitej ilości żółtek, trzeba coś zrobić z zalegającymi białkami. I oto pojawiają się takie wielkie, piękne bezy, którymi za 5 euro możemy zasłodzić się do końca dnia, a może i pobytu. Oprócz tego często spotykane są też ciasteczka przypominające amaretti, z migałem w środku.

Jest jednak jeden deser, który ZWALIŁ MNIE Z NÓG. I to, o dziwo, w jak najbardziej pozytywnym sensie. Pastel de nata. Przypomina on tartaletkę z ciasta francuskiego wypełnioną budyniowym kremem żółtkowym (niespodzianka?) z wyczuwalną, nieziemską nutą cynamonu i skórki cytrynowej. Nie jestem Wam jednak w stanie zdradzić dokładnego składu, bo przepis na pastel de nata znają podobno raptem trzy osoby na całym świecie. I może to nawet dobrze, bo smakuje tak cudownie, że przyrządzałabym je zdecydowanie za często.
Innym deserem, który należałoby polecić są lody. Co prawda lodziarnie nie są tam specjalnie częstym widokiem, ale gdy już jakąś znajdziemy - nie będziemy rozczarowani. Porcje są ogromne (jedna porcja to dwie gałki!), a smaki wyborne. Pistacjowe oraz sorbet limonkowo-bazyliowy podbiły moje serce.

Zastanawiając się, dlaczego Portugalczycy produkują tak niesamowicie słodkie desery, nasunęła się jedna myśl - w końcu piją mnóstwo kawy. Lecz akurat w tym wypadku nie ma się im co dziwić, bo kawę mają wyborną. Ze wszystkich miejsc na świecie, w których byłam, ta portugalska kawa smakowała mi najbardziej. Boski aromat, pozbawiony goryczki i cierpkości. Zawartość żadnej filiżanki mnie nie zawiodła, zdecydowanie.

Wino - kolejny napój, którym Portugalia może się szczycić. Powyżej kultowe Porto - wino słodkie o podwyższonej zawartości alkoholu (około 19-20%). Dostojne, eleganckie i zdecydowanie. Moim skromnym zdaniem nie smakuje w ogóle jak typowe słodkie wino. Ze zbiorów szczególnie udanych tworzy się ekskluzywne Porto Vintage. Dostępne jest również białe Porto. I chociaż ono jako jedyne określane jest mianem wytrawnego to dla mnie miało wyczuwalną likierową, słodką nutę.

A to zdecydowanie bardziej delikatne wino - Vinho Verde, a więc wino zielone. W kolorze jednak zdecydowanie nie jest zielone, a białe, do tego delikatnie musujące. Mocno schłodzone jest wspaniałe na upalny dzień, jako dodatek do obiadu, a zwłaszcza ryb i owoców morza.

Procenty idą w górę - wiśnióweczka Ginja. Jest to likier pozbawiony tego, co w większości likierów mi przeszkadza - syropowej konsystencji i niesamowicie słodkiego smaku. Jednocześnie nie jest tak mocna jak wiśniówka popularna w Polsce. A co najlepsze - tradycyjnie pija się ją w jadalnych, malutkich kubeczkach wykonanych z czekolady. Po degustacji tego trunku schrupanie kawałka dobrej czekolady przesiąkniętego aromatem wiśni jest bardzo przyjemne.

Moja podróż kulinarna po Portugalii dobiegła końca. Na początku przyznałam, że ta kuchnia specjalnie mnie nie oczarowała, jednak po konkretnym sprawozdaniu chyba zauważacie, że nie znaczy to wcale, iż wszystko było niesmaczne. Po prostu niewiele lokalnych przysmaków skradło moje serce. Ale na pewno niektóre z nich - pastel de nata albo świeże owoce morza (których zjadłam zdecydowanie za mało) i oczywiście KAWA - zapadną w mojej pamięci na bardzo długo.

środa, 3 czerwca 2015

Dacquoise orzechowe z bananami i truskawkami

Czas zauroczenia wszelakimi deserami zawierającymi owoce trwa nadal, więc ostatnio upiekłam przepyszne dacquoise z dodatkiem bananów i truskawek. Ich połączenie już dawno za mną chodziło i przyznam, że jest doskonałe - wspaniała wariacja słodyczy i orzeźwienia. Zresztą pozostałe składowe tego ciasta były wcale nie gorsze. Dacquoise to forma torciku bezowego z dodatkiem zmielonych orzechów - powstaje z tego coś przypominającego w smaku makaroniki, a więc dla mnie jest to smak obłędny. Do tego bardzo ciekawy, lekko cytrynowy krem z żółtek i bitej śmietany - przyznaję, że spotkałam się z takim po raz pierwszy i całkiem mi się spodobało ;) Zachwyt degustatorów gwarantowany.


Składniki na ciasto:
6 białek
1 szczypta soli
150 g cukru
100 g cukru pudru
200 g orzechów włoskich lub laskowych

Składniki na krem:
6 żółtek
2 opakowania cukru wanilinowego
80 g cukru
1 niezbyt duża cytryna
12 g żelatyny namoczonej w 50 ml wody
600 g śmietany kremówki 30 lub 36%
150 g truskawek
1 banan

Wykonanie ciasta:
1. 150 g orzechów mielimy na drobną mączkę.
2. Do zmielonych orzechów dodajemy cukier puder i porządnie mieszamy (ja zmieliłam wszystko razem ponownie w malakserze).
3. Białka ubijamy z solą na sztywną pianę.
4. Pod koniec ubijania stopniowo, w małych porcjach, dodajemy cukier.
5. Na koniec w trzech porcjach do ubitych białek dodajemy zmielone orzechy. Mieszamy delikatnie drewnianą łyżką, aż do całkowitego połączenia się składników.
6. Masę białkową wykładamy na dna dwóch tortownic o średnicy ok. 23 cm wyłożonych papierem do pieczenia (w oryginale za pomocą rękawa cukierniczego, ja zrobiłam to po prostu szpatułką).
7. Pozostałe 50 g orzechów siekamy i posypujemy nimi bezowe blaty.
8. Bezowe blaty wkładamy do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i pieczemy przez ok. 25 minut.

Wykonanie kremu:
1. Żółtka mieszamy z cukrami, a następnie ubijamy je w kąpieli wodnej przez około 10 minut, aż do uzyskania bardzo gęstej, jasnej masy.
2. Do masy żółtkowej dodajemy sok wyciśnięty z cytryny oraz żelatynę. Mieszamy i odstawiamy do przestygnięcia.
3. Śmietanę ubijamy na sztywno.
4. Do przestudzonych żółtek dodajemy jedną łyżkę ubitej śmietany i miksujemy. Tę procedurę powtarzamy jeszcze 2-3 razy, a następnie dodajemy całość śmietany i miksujemy do uzyskania jednolitej masy.

Wykonanie tortu:
1. Na dolny, przestudzony blat nakładamy całość kremu.
2. Banany kroimy w plasterki, truskawki na połówki lub ćwiartki i układamy na warstwie kremu, wbijając je w niego delikatnie.
3. Na warstwę kremu z owocami nakładamy drugi blat.


Smacznego!

wtorek, 26 maja 2015

Tarta limonkowa

Na wstępie z wielką skruchą przepraszam za moją przeszło miesięczną nieobecność. Mam szczerą nadzieję, że wynagrodzi Wam ją nie tylko dzisiejszy przepis, ale i kilka nadchodzących, które z powodzeniem rozpieszczą Wasze podniebienia.
Chociaż chwilowo pogoda niezbyt wiosenna, to zdecydowanie jestem już mocno spragniona letnich, orzeźwiających wypieków, przepełnionych owocowymi smakami lata. Moim faworytem okazała się limonka, którą ostatnio miałabym ochotę dodawać do każdego przysmaku. Tarta, którą dzisiaj prezentuję w stu procentach spełniła moje zachcianki. Przepyszny kruchy spód z dodatkiem moich ukochanych orzechów brazylijskich, a na to nieziemska masa limonkowa równoważąca słodycz i przyjemną cytrusową kwaskowość - miniamaianaianmniam!


Składniki na kruchy spód:
70 g orzechów brazylijskich
220 g mąki
150 g masła
3 łyżki cukru pudru
1 szczypta soli

Składniki na krem limonkowy:
1/2 szklanki soku świeżo wyciśniętego z limonek
skórka starta z 1 limonki, sparzonej
300 g mleka skondensowanego (3/4 puszki)
3 żółtka

Wykonanie spodu:
1. Orzechy zmielić w malakserze na dość drobne kawałki.
2. Wszystkie składniki zagnieść razem na jednolitą masę.
3. Gotowe ciasto owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na 1 godzinę.
4. Po tym czasie 2/3 ciasta rozwałkować na prostokąt o wymiarach ok. 30x13 cm, nakłuć widelcem.
5. Z pozostałego ciasta wykonać wałeczki i spleść cztery warkoczyki, po dwa wałeczki w jednym. Umieścić warkoczyki dookoła spodu.
6. Spód podpiec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 13 minut.

Wykonanie kremu limonkowego:
1. Sok, skórkę i mleko wymieszać trzepaczką.
2. Dodać żółtka, jedno po drugim, wymieszać do uzyskania jednolitej masy.
3. Masę wyłożyć na podpieczony spód.
4. Całość piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez kolejne 20-25 minut.

  

Smacznego!

piątek, 17 kwietnia 2015

Serniczek z masłem orzechowym i dżemem

Czasem jest tak, że muszę się wielce powstrzymywać, aby nie nadać tytułu postu w jego zamerykanizowanej wersji. Tak było właśnie przed chwilą. Bo jednak połączenie masła orzechowego i dżemu może dla niektórych wciąż wydawać się raczej dziwne, ale "Peanut butter & jelly" to już hasło, które w pewnych kręgach budzi bardzo dobre skojarzenia.
W Ameryce jakiś czas temu oszaleli na punkcie kanapek z masłem orzechowym i dżemem. Nie musiało minąć wiele czasu, aż to wielce ekscentryczne połączenie wywołało całą masę innych kulinarnych inspiracji. I jedną z nich prezentuję Wam dzisiaj.
Szybka, banalna kostka serniczkowa na kruchym, orzechowym spodzie. A z wierzchu piękne (i jakże dobre!) fantazyjne wzory owocowo-fistaszkowe.


Składniki na spód (na blaszkę 20x20 cm):
60 g masła
50 g masła orzechowego
160 g mąki
1 łyżka cukru pudru
1 żółtko
1 szczypta soli

Składniki na serniczek:
450 g serka kremowego
1/2 szklanki cukru pudru
2 jajka
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
9 łyżek dżemu truskawkowego / malinowego / marmolady wieloowocowej
9 łyżek masła orzechowego

Wykonanie spodu:
1. Wszystkie składniki zagniatamy na jednolitą masę.
2. Zagniecione ciasto owijamy folią spożywczą i przekładamy do lodówki na 45 minut.
3. Schłodzone ciasto wałkujemy i wykładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, nakłuwamy widelcem.
4. Spód podpiekamy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni przez 15 minut.

Wykonanie serniczka:
1. Serek ucieramy z cukrem pudrem.
2. Dodajemy kolejno jajka, a następnie wanilię.
3. Masę serową przelewamy na podpieczony spód, wyrównujemy.
4. Na jej wierzch kładziemy w równomiernych odstępach po jednej łyżce dżemu. Pomiędzy (lub bezpośrednio na) nią kładziemy po łyżce masła orzechowego.
5. Za pomocą długiej wykałaczki rozsmarowujemy dżem oraz masło, tworząc fantazyjne wzorki.
6. Serniczek pieczemy w piekarniku nagrzanym do 175 stopni przez 35-40 minut.

 

Smacznego!

wtorek, 7 kwietnia 2015

Mazurek pomarańczowy

Święta już niestety za nami, więc starym zwyczajem czas opublikować tutaj jakieś nostalgiczne ich wspomnienie. Odkąd na Wielkanoc przyrządzam mazurki, zawsze wybieram inny smak. W tym roku pomysł był taki, aby zmienić kompletnie moje niezbyt szczęśliwe wyobrażenie o większości ciast tego rodzaju - przesadnie słodkich ulepkach. Tak więc wypiek miał być orzeźwiający, soczysty i, rzecz jasna, stanowić przepiękną dekorację.
I dokładnie taki jest.
Być może fani tradycyjnych czekoladowych, karmelowych czy innych bakaliowych mazurków będą kręcić nosem, ale każdy fan soczystych, owocowych wypieków będzie zachwycony. I w dodatku patrzcie jak on wygląda - wysoki, o prześlicznej barwie i śnieżnobiałej czekoladowej posypce… mniam!
Inspirację znalazłam tutaj i zmodyfikowałam ją odpowiednio pod moje gusta ;)


Składniki na kruchy spód (o wymiarach ok. 20x30 cm):
350 g mąki
200 g masła
1 jajko
1 żółtko
5 łyżek cukru pudru
1 szczypta soli

Składniki na pomarańczowy mus:
2 pomarańcze
1 mała cytryna
100 g cukru pudru
2 goździki
2 galaretki pomarańczowe
+ok. 2/3 tabliczki białej czekolady
ok. 1/3 szklanki orzechów (ja użyłam migdały oraz orzechy laskowe i nerkowca)

Wykonanie ciasta:
1. Wszystkie składniki zagniatamy na jednolite ciasto, owijamy je folią spożywczą i przekładamy do lodówki na ok. 1 godzinę.
2. 2/3 schłodzonego ciasta wyjmujemy na stolnicę i rozwałkowujemy na placek o wymiarach ok 20x30 cm.
3. Z pozostałego ciasta formujemy długie wałeczki. Splatamy z nich warkocze (po 2 lub 3 wałeczki na jeden warkocz, wedle Waszych upodobań), które następnie układamy na brzegach placka, dociskając delikatnie.
4. Ciasto nakłuwamy widelcem i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 185 stopni przez 25-30 minut.

Wykonanie musu:
1. Pomarańcze i cytrynę dokładnie myjemy a następnie umieszczamy we wrzącej wodzie na 2 minuty.
2. Owoce kroimy na ćwiartki i umieszczamy w malakserze (razem ze skórkami) aż do uzyskania dość gładkiej masy.
3. Owocowy mus umieszczamy w garnku, dodajemy cukier, zmielone goździki i 1/4 szklankę wody, mieszamy.
4. Garnek umieszczamy na kuchence i gotujemy aż cukier się rozpuści, a następnie odkładamy do ostudzenia.
5. Galaretki rozpuszczamy w 400 ml wrzącej wody i kiedy przestygnie, dodajemy do musu owocowego.
6. Całość mieszamy i wkładamy do lodówki.
7. Po około 45 minutach masa powinna zacząć tężeć. Kiedy będzie już wystarczająco sztywna, rozprowadzamy ją na przygotowanym wcześniej spodzie.
8. Czekoladę siekamy i razem z orzechami rozrzucamy po wierzchu musu pomarańczowego. Ciasto odkładamy w chłodne miejsce na kilka godzin, aż mus całkowicie zgęstnieje.


Smacznego!

piątek, 3 kwietnia 2015

Tartaletki z karmelem i marmoladą

Ok, właśnie wyszłam z kuchni po całodziennym pieczeniu. Uwielbiam święta wszelkiej maści. A moje uwielbienie do nich rośnie proporcjonalnie do maksymalnej akceptowalnej ilości serwowanego z ich okazji jedzenia.
Z racji tego dzisiaj dzielę się z Wami przepisem, który możecie wykorzystać na co dzień, ale w prezentowanej dziś wersji pozwoli Wam bezbłędnie ozdobić Wasz Wielkanocny stół. Koszyczki zamiast tradycyjnych tartaletek oraz zajęcze uszy z marshmallows i, bach, klasyczny deser przekształcamy w coś całkiem odświętnego.
Sam pomysł na tartaletki z karmelem i marmoladą pojawił się w mojej głowie jako wspomnienie dawnych lat dzieciństwa, kiedy w osiedlowej budce z wypiekami kupowaliśmy takie właśnie ciastka i pochłanialiśmy je bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Do dziś twierdzę, że były to jedne z lepszych słodkości, które nabyłam.


Składniki na ciasto kruche (na ok. 12 koszyczków):
200 g mąki
120 g masła
1 jajko
2 łyżki cukru pudru
1 szczypta soli

Składniki na nadzienie:
150 g cukru
1/2 szklanki śmietanki kremówki
1/3 szklanki mleka
2 łyżki masła
1/2 łyżeczki soli
marmolada
ok. 15 pianek marshamallows, białych
odrobina lukru bądź dowolnego kremu + barwnik czerwony

Wykonanie ciasta:
1. Wszystkie składniki zagniatamy na jednolite ciasto.
2. Ciasto owijamy folią i wkładamy do lodówki na 1 godzinę.
3. Po tym czasie ciasto rozwałkowujemy i wycinamy szklanką 12 kółek o obwodzie równym mniej więcej obwodowi spodu muffinek.*
4. Z reszty ciasta formujemy 24 wałeczki o długości ok. 15 cm i pleciemy z nich spiralne warkoczyki składające się każdy z dwóch wałeczków.
5. Wycięte kółka wykładamy na dno nasmarowanych masłem wgłębień w blaszcze do muffinek, a na nich, dookoła układamy splecione warkoczyki, delikatnie dociskając je do brzegów i do spodu.
6. Tak przygotowane koszyczki pieczemy w piekarniku nagrzanym do 185 stopni przez ok. 25 minut.

*Jeśli decydujemy się na klasyczną nie-świąteczną wersję, to gotowe ciasto wykładamy do nasmarowanych masłem foremek na tartaletki, kciukiem dociskając je do brzegów.

Wykonanie nadzienia:
1. Cukier wysypujemy równomiernie na suchą patelnię i podgrzewamy na średnim ogniu do czasu aż zacznie się topić (zajmie to ok. 5-10 minut). Nie mieszamy.
2. Gdy cukier stopni się prawie całkowicie (uważamy, by się nie przypalił!), zaczynamy mieszać go trzepaczką.
3. Gdy konsystencja cukru stanie się jednolita, ostrożnie dodajemy 1/4 szklanki śmietanki, mieszamy.
4. Cały czas mieszając, dodajemy stopniowo resztę śmietanki, mleko, masło oraz sól.
5. Gotujemy jeszcze kilka minut, do czasu aż sos troszkę zgęstnieje.
6. Gotowy karmel odstawiamy do ostygnięcia na ok. 15-30 minut, w tym czasie znacznie zgęstnieje.
7. Pianki marshmallows przecinamy na połówki, wzdłuż ich przekątnej.
8. Lukier lub krem mieszamy z niewielkim dodatkiem barwnika czerwonego, tak aby uzyskać kolor różowy.
9. Małą ilość masy nakładamy na płaszczyznę przekroju pianek, tak aby przypominały one uszy zajęcze.
10. Na dno wystudzonych tartaletek nakładamy po ok. 1 łyżeczce marmolady, na to dużą łyżkę karmelu i na koniec wbijamy weń uszy zajęcze. Noski zajączków możemy wykonać z pozostałych pianek.



Smacznego!